Jak większość kobiet mam ich całkiem sporo..A prawda jest taka że chodzę w jednej non stop, bo za dużo szpargałów do przełożenia, i jak się w sumie zastanowić to dzisiaj też mi pasuje, a jeśli nie pasuję-wtedy czuje się kobietą ekstrawagancką która która jest ponad trendami, ewentualnie w przypływie dobrego nastroju może się poczuć nawet trędsetterką :)- z naciskiem na trędi..
Tak czy siak moje torebki już nie tylko zalegają w przeróżnych miejscach, stały się też pomocnikami domowymi.
Jedna z nich to jak first lady...bardzo ważna, dla otoczenia niedostępna :)
Jest brzydka straszliwe,wydałam na nią całą pierwszą wypłatę (skóra naturalna..), nie pytajcie mnie co mi się w niej podobało.Służy teraz jako schowek na listy..Tak tak, miłosne też :) Skończyła się era listów, mamy za mejle, esemesy i inne takie..
Druga- bardzo praktyczna, satynowa, z sh z zepsutym zamkiem, wiec "za grosze" - idealna na pończochy, rajstopy.Nie niszczą się, poprzednio potrafiło puścić oczko nawet kiedy leżały nieużywane :)
Kolejny łup sh, jest to wiklina z cieniutką skóra w dotyku jak papier..Wisi sobie na huśtawce ogrodowej jako gazetnik, bardzo praktyczna - w końcu pozostawione na stoliku gazety nie fruwają po całym ogrodzie :)
I na koniec całkiem banalnie..torebka w roli osłonki na doniczkę :)
I koniec na dzisiaj...strasznie się rozgadałam :)